Ktoś kto był bardzo malutki, a teraz go nie ma.
Kiedyś, stosunkowo niedawno bo ponad tydzień temu, gdy wracałam do domu, zawsze ktoś na mnie czekał. Czekał, aż go wezmę, przytulę, pomiziam. Zawsze gdy było mi smutno wystarczyło przytulić się i wszystko mijało, cały smutek. Tak jak tamtego dnia, jak zwykle spała na kanapie pomiędzy poduchami. Chciałam ją przytulić, ale nie uczyniłam tego, czego bardzo dzisiaj żałuję. Miała taką śliczną mordkę, ten czarny nosek, białe łapki, cieplutkie poduszeczki i czarne jak dwa małe węgielki oczka. Dzisiaj tego wszystkiego nie ma, bajka się skończyła. Nie doceniałam tego co miałam, a dzisiaj nie mam już tego największego szczęścia. To było takie oczywiste, że aż niezauważalne. Moje udawane szczęście staje się męczące. Ile ja bym dała żeby było tak jak wcześniej, ILE ! Wszystko..



Subskrybuj:
Posty (Atom)