Sobota.



Ranek. Około siódmej, może przed ósmą.

Leżę, prawie się obudziłam. Ktoś puka do jeszcze nieudolnie zasłoniętych drzwi. Szymon, 'Oni już przyjechali' blebleble.. OK. Powoli się budzę, nie słucham już Szymona, widzę jak grupka dzieci w wieku przedszkolnym zbiera się za Szymonem by obejrzeć nastoletnią sąsiadkę w nie najlepszym stanie; niewyspaną, nieuczesaną i Bóg jeden wie co jeszcze.. Chcąc nie chcąc nakryłam głowę kołdrą i usiłowałam zasnąć...






Około południa udałam się z babcią po zakup pamiątek. Potem jeszcze na zakupy, i obiad...
Potem czytałam trochę książkę i poszliśmy na plażę. Od razu postanowiłam popływać. Woda jak woda taka sobie mokra. Gdy siedziałam już na kocu, a raczej obok niego dostrzegłam małego pająka. Dobrze mi się niestety PAJĄKI nie kojarzą, więc postanowiłam go pomęczyć. Na początku przysypywałam go piaskiem... Lecz mi to nie wystarczało. Coś tam mu robiłam patykiem gdy wpadł na mnie cudowny pomysł. Zaczęłam pluć na biedneg
o [czyżby?] pająka. Trwało to może z piętnaście minut, po czym zdałam sobie sprawę że muszę dość dziwnie wyglądać gdyż już kilka osób przyglądało mi się z zaciekawieniem pomieszanym ze współczuciem. Pająk na wpół żywy z przyklejonym do kończyn piaskiem został przysypany piaskiem. Z braku konkretnego zajęcia poszłam kom
promitować się dalej. Usiadłszy na brzegu zaczęłam taplać się w piachu. Gdy już dostateczne się pobrudziłam poszłam się wypłukać.


1 komentarz:

  1. Hahaha...co za twórczość...kompromitować...z zaciekawieniem pomieszanym ze współczuciem...usiadłszy.
    extraśnie...;p

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli masz do powiedzenia coś mądrego, zrób to : )