Jezusek spoglądał na mnie z wysoka, ze smutną miną. Ni to żałość, ni to boleść, smutek. Odetchnęłam.Tej nocy w ogóle się nie bałam, mimo że wiatr za oknem był coraz silniejszy a turkotanie deszczu po rynnie zdawało się wspinaniem jakiejś istoty. Leże wpatrując się w sufit. Stuk, stuk, stuk. Deszcz. Zaczynam powoli doceniać to co dostałam od życia. Zastępy aniołów w kolorowych szatach w ogóle nie przypominały aniołów, raczej zgrabne chochliki buszujące po ciepłej przestrzeni. Zdawały się tańczyć jak wiatr im zagra, śpiewały radosną pieśń na cześć Pana. Chciałam śpiewać z nimi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli masz do powiedzenia coś mądrego, zrób to : )